Witam was! Dzięki za komentarzei wsparcie (szczególnie złej Kamili :] mojemu Chłopakowi i Klaudii :* ). Myślę, że nowe rozdziały będą się pojawiać co kilka dni. Komentujcie dalej :) ~Bellamort
~~~~~~~~~
-Kochanie! Zejdź proszę na obiad!,- zawołała Anastazia swoją córkę. Miała ona 10 lat, prawie 11, jednak wolała siedzieć w swoim pokoju, zaczytana w książkach fantasy, niż bawić się z rówieśnikami na dworze.
-Już! Tylko skończę rozdział!- krzyknęła do mamy, przeczytała ostatni akapit i odłożyła książkę na półkę.
Idąc do kuchni podniosła spod drzwi pocztę i przeglądając ją w poszukiwaniu ciekawego czasopisma, które zamawiała co miesiąc jej mama natknęła się na list. Zapisane na nim pochyłym pismem było:
Saltazary Johnson
Sypialnia osobista
Lupus St. 20
Londyn
Wielka Brytania
Patrzyła na list z niedowierzaniem i nadal patrząc na czerwoną pieczęć z nieznanym jej "logo" weszła do kuchni.
-Mamo! MAMO! Popatrz!- krzyczała uradowana Salty- Dostałam list!- machała kopertą przed twarzą mamy, podskakując ze szczęścia. Jeszcze nigdy.. Nigdy nie dostała listu!
Anastazia była bardzo zaskoczona. Odebrała list od córki, otwarła i przeczytała. Po czym... Zaczęła się śmiać..
-Oj, kochanie, powiem ci, że ktoś ma niezwykłą wyobraźnię wysyłając ci taki list.
Dziewczyna spojrzała zaskoczona na list i zaczęła go czytać. Była zdumiona, ale.. Tak jak matka uznała to za żart, więc zasiadły do stołu i zaczęły jeść obiad..
-Mamuś, kiedy będzie tato?
-Powinien być za chwilę. Przetrzymali go dłużej w biurze.- Peter- tata dziewczynki- był bardzo wysoko postawionym człowiekiem w jednej z najbardziej rozwinętych i wpływowych firm ubezpieczeniowych w Anglii. Rodzina była dla niego niezwykle ważna i mimo, że miał wiele obowiązków, nigdy nie zaniedbywał rodziny. -A co się stało?
-Nie, nic nic..- Odpowiedziała nostalgicznie dziewczynka. Znów to samo... Niby tata nigdy jej nie zaniedbał, ale dzisiaj były jej urodziny. Jedenaste. W jej rodzinie ta rocznica narodzin była ważna, ponieważ wtedy stawało się "nastolatkiem". Zjadła resztę obiadu, a kiedy skończyła usłyszała szczęk kluczy w zamku.
-Tata!- odskoczyła od pustego talerza i pobiegła do oszklonego halu. Tam jej ojciec rozbierał marynarkę i luzował krawat. Pomimo zmęczenia, na widok córki uśmiechnął się. Salty rzuciła się ojcu na szyję.
-Cześć skarbie!- przywitam ją tata.
-Heej! Jak w pracy? Co znowu chcieli? A co robiłeś?- mała zasypywała ojca pytaniami. Ten już miał odpowiedzieć, kiedy...
-Saltazary! Złaź z ojca! Dopiero wrócił z pracy...-mama dziewczynki patrzyła na nią z dezaprobatą. Ta zeszła smutna zeszła z tati i poszła do siebie do pokoju.. Tam rzuciła się na łóżko, wzięła książkę do ręki i zanurzyła się w inny świat.
Po godzinie, a była 15, mama zawołała ją spowrotem na dół. Odłożyła niechętnie książkę i poszła do kuchni, gdzie siedzieli rodzice.
-Taak?
-Skarbie.. Chcieliśmy ci coś powiedzieć.. Nie jest nam z tym łatwo, ale jesteś już duża..- mama mówiła do swojej córki delikatnie, jakby chciała jej zaraz powiedzieć, że umiera.- Jesteś naszym ukochanym dzieckiem.. Może jednak nie dokońca naszym...- Salty patrzyła otępiała na rodziców. W jej głowie rodziło się coraz więcej myśli. Co oni chcieli jej powiedzieć..? -Nie możemy mieć dzieci, skarbie.. Jestem- łzy cisnęły się obu.dziewczętom do oczu..- chora.. Kiedy my chcieliśmy... Kiedy staraliśmy się o potomka... I dowiedzieliśmy się, że nie możemy... Nie wiedzieliśmy co zrobić.. Byliśmy.zrozpaczeni.. Zwróciliśmy się do Domu Dziecka.. Jednak tam... Nie było żadnego dziecka, noworodka nawet, który... Byłby dla nas.. Odpowiedni... Byliśmy całkiem załamani.. I wtedy..- przerwała szlochając.. Jednak jej mąż kontynuował.- Wtedy pojawiłaś się ty. Dziecko znikąd. Dostaliśmy telefon w środku nocy. Przyjechaliśmy od razu.. Nikt nawet nie wiedział, że się pojawiłaś w ośrodku. Zabraliśmy cię do domu.. Byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem..-Tutaj uśmiechnął się, jakby do wspomnień. Podszedł do dziewczynki, nadal stojącej w drzwiach kuchni i klęknął przed nią.- Kochamy cię najbardziej, jak potrafimy.. Nigdy nie chcieliśmy i nie chcemy dla ciebie źle..- Ojciec dziewczynki uśmiechnął się do niej, ale w oczach miał łzy. Za to Saltazary była pusta w środku. Serce biło jej jak szalone. Nq zmianę było.jej zimno i ciepło.. W głowie kołatała jej jedna, ostatnia myśl..
-A co z listem?!- Wypaliła. Jednak zaraz zrobiło jej się głupio. Przecież to był głupi żart. Peter westchnął.
-Czyli jednak...?- zapytał, patrząc na żonę.. Ta skinęła jedynie głową..- Bo widzisz.. Ten list to prawda...-mówił do córki z kamienną twarzą, pokazującą, że wierzy w to co mówi.- Ty jesteś czarodziejką..
- A ŚWINIE LATAJĄ! -Wyrwała się z uścisku ojca i uciekła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi na klucz, a pod klamkę wsunęła krzesło, dla pewności. Miała zapasy jedzenia ukryte za szafką. Problem byłby z piciem, jednak na parapetach stały butelki z przegotowaną wodą, do podlewania kwiatów. Na 3 dni starczy- oszacowała w myślach.
Rzuciła się na łóżko i wzięła książkę do ręki. Zastanowiła się chwilę, po czym wyciągnęła zza okładki list, który dostała dziś rano. Jeszcze raz spojrzała na czerwoną pieczęć. Coś na kształt herbu z czterema kwaterami i "H" po środku. W każdej kwaterze było jedno zwierzę na kolorowym tle: wąż na zielono- srebrnym, lew na czerwono-złotym, kruk granatowo- brązowym, a w ostatniej był borsuk na żółto- czarnym tle. Dziwiło ją to że czerwony lak błyszczał tak i mienił się kolorami, ale podobało jej się to. Była zaciekawiona. Jeszcze raz przeczytała list, ale nic nie przychodziło jej do głowy więc zaczęła spowrotem czytać książkę.
Około godziny 19 rozległo się pukanie.
-Miśku?- to był tata.. Dziewczynja westchnęła. Wiedziała, że on nie da tak łatwo za wygraną... Udała, że go nie słyszy. Jeszcze przez chwilę słyszała pukanie, a potem cisza.. Stwierdziła, że w sumie mogłaby odsunąć krzesło i wpuścić tatę. Jednak, ku swojemu przerażeniu "samo się zrobiło"... Tata dziewczynki stał jak wryty.. Salty zbierało się na płacz. Ojciec podszedł do nie i ją przytulił..
- Skarbie.. Przepraszam.. Czy zechciałabyś iść z nami na miasto?- Mała była zdziwiona. Myślała, że zapomnieli... Pomimo przerażenia, które opanowało ją chwilę wcześniej uśmiechnęła się.
-Tak.- odparła. Peter na ten widok też się uśmiechnął.
-Ubierz się ładnie.- Puścił jej oczko.
-Po co?
- Niespodzianka- Uśmiechnął się szerzej i ruszył w stronę drzwi- Tylko się przebierz.- rzucił na odchodnym, zostawiając dziewczynkę pełną niedomówień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Salty szła z rodzicami przez najbardziej rozpoznawalną ulicę londyńską z restauracjami.. Była ubrana w letnią, zwiewną, aczkolwiek elegancką sukienkę, czarne brokatowe balerinki, w ręce trzymała torebkę..
Byli już po kolacji w wykwintnej restauracji. Tam( nie wiedzieć, skąd wiedzieli), podczas jej posiłku, ludzie wstali i zaczęli jej śpiewać "Sto lat". Potem na salę wjechał piętrowy tort (ze smokiem na samej górze, co bardzo podobało się Saltazary, w otoczeniu rycerzy- świeczek), który został pokrojony i rozdany gościom, a figurki zostały oddane na ręce Salty.
Teraz kierowali się di kina. Mała nie miała pojęcia na co pójdą, ale nie pozwoliła wygrać ciekawości i nie zapytała rodziców o tytuł. Kiedy już doszli do kina i kupili bilety, okazało się, że to adaptuacja jednej z jej ulubionych książek- "Hobbita". Kupili colę i popcorn i weszli na salę.
Mała Johnson zapomniała nawet o jedzeniu popcornu. Siedziała oniemiała w fotelu i nawet nie mrugała, aby nie pominąć ani sekundy.
Wychodząc z kins dojadała popcorn, popijając colą. Wróciła do domu, umyła się i ostatni raz myśląc o liście usnęła...