poniedziałek, 24 lutego 2014

Nieoczekiwane oczekiwanie cz 1.

                                      Saltazary Johnson
                                      Jadalnia kuchenna
                                      Lupus St. 20
                                      Londyn
                                      Wielka Brytania

   Saltazary była jeszcze bardziej zdziwiona niż ostatnio. Kolejny list, przyniesiony przez sowę (!) spoczywał w jej rękach. Była chora, dlatego została w domu . Jednak nie robiło to jej różnicy. Tylko było jej przykro... Tydzień temu miała urodziny , a nie może nikogo zaprosić do siebie. Trudno... I tak było wietrznie i deszczowo. 
   Matka wyszła przed chwilą. Tata pojechał do pracy zanim wstała. "A co mi tam" pomyślała i otwarła list. W środku pochyłym pismem (tym samym co ostatnio) było zapisane :

      Droga Saltazary Johnson, 
   Chcieliśmy powiadomić Cię, że Twe miejsce w Hogwarcie nadal czeka !
   Aby z Tobą porozmawiać na temat Twojego przybycia do naszej szkoły wyślemy do Ciebie naszego wicedyrektora, profesora Neville'a Longbottom'a.
   Znajdzie się on o godz. 14.30 przed Twoimi drzwiami czekając, aż mu otworzysz. 
   Proszę, abyś wzięła to na poważnie, ponieważ nie są żarty.

Z poważaniem
Minevra McGonagall
Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart

   Saltazary czytała list po raz  trzeci, kiedy ten nagle się zapalił niszcząc przy tym wszelkie dowody, które mogłaby pokazać mamie Swoją drogą miała wrócić koło 14, więc może uda się to jej jakoś wyjaśnić. Spojrzała na zegar. Była 10...
   Mała wzięła śniadanie, ale nagle sobie przypomniała.
-Sowa!- wykrzyknęła i próbowała wygonić ptaka, ale ten uparcie siedział na oparciu krzesła i ani myślał się ruszyć. Nagle do głowy wpadła jej głupia myśl. Nasypała do miseczki płatków kukurydzianych, a na spodeczek nalała wodę. Nie miała pojęcia, co jedzą sowy, ale podsunęła to sowie pod dzióbek. Sowa najpierw wypiła całą wodę, potem zjadła płatki. Saltazary stała zdziwiona, za to ptak wymusił na niej chwilę pieszczot. Potem, jakby nigdy nic, wyleciała przez okno.
   Resztę dnia, a właściwie przedpołudnia, spędziła pod kocem, czytając książke o pół-bogach i popjając kakao. Przerwy robiła tylko jeśli robiła się głodna, chciało jej się siku, abo kakao kończyło. Kiedy przyszła mama nie było czasu na wyjaśnienia.
   Dokłanie o 14.30 zadzwonił dzwonek u drzwi. Kiedy Anastazia otwarła drzwi, zobaczyła ogromnego storczyka, z kwiatami jak jej dłonie. Wniosła go z trudem do domu i sięgnęła po karteczkę umieszczoną między liścmi. Napisane na niej było nazwisko jej córki, więc poszła po nią.
   Kiedy wróciły do przedpokoju, czekała je niespodzianka.  W przedpokoju stał mężczyzna, około lat 35, przystojny, lecz z twarzą w bliznach.

-Kim pan jest?- zapytała jeszcze spokojna Anastazia.
-Neville Longbottom, wicedyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart oraz nauczyciel zielarstwa w tejże szkole.- Facet ukłonił sie lekko i kontynuował.- Przybyłem porozmawiać z państwem na temat nauki państwa córki.
-Chwileczkę!- Przerwała Anastazia- Jak się pan tu znalazł?!
~~~~~~~~~~ 
Podziękowania:
 Za udostępnienie komputra (xD): Dzikiemu (skarbie kocham Cię :* )
Za cierpliwość i pomysły: Kamili ( DO SZKOŁY MI CHODZIĆ A NIE OPIERD..!!)
Za debilizmy: Klaudii xD (idiotko jedna!! ;) )

Pozdrowionka ~Bellamort :*

wtorek, 11 lutego 2014

Kim ja jestem?


Witam was! Dzięki za komentarzei wsparcie (szczególnie złej Kamili :] mojemu Chłopakowi i Klaudii :* ). Myślę, że nowe rozdziały będą się pojawiać co kilka dni. Komentujcie dalej :) ~Bellamort

~~~~~~~~~


-Kochanie! Zejdź proszę na obiad!,- zawołała Anastazia swoją córkę. Miała ona 10 lat, prawie 11, jednak wolała siedzieć w swoim pokoju, zaczytana w książkach fantasy, niż bawić się z rówieśnikami na dworze.
-Już! Tylko skończę rozdział!- krzyknęła do mamy, przeczytała ostatni akapit i odłożyła książkę na półkę.
   Idąc do kuchni podniosła spod drzwi pocztę i przeglądając ją w poszukiwaniu ciekawego czasopisma, które zamawiała co miesiąc jej mama natknęła się na list. Zapisane na nim pochyłym pismem było:
          Saltazary Johnson
          Sypialnia osobista
          Lupus St. 20
          Londyn
                 Wielka Brytania
   Patrzyła na list z niedowierzaniem i nadal patrząc na czerwoną pieczęć z nieznanym jej "logo" weszła do kuchni.
-Mamo! MAMO! Popatrz!- krzyczała uradowana Salty- Dostałam list!- machała kopertą przed twarzą mamy, podskakując ze szczęścia. Jeszcze nigdy.. Nigdy nie dostała listu!
   Anastazia była bardzo zaskoczona. Odebrała list od córki, otwarła i przeczytała. Po czym... Zaczęła się śmiać..
-Oj, kochanie, powiem ci, że ktoś ma niezwykłą wyobraźnię wysyłając ci taki list.
   Dziewczyna spojrzała zaskoczona na list i zaczęła go czytać. Była zdumiona, ale.. Tak jak matka uznała to za żart, więc zasiadły do stołu i zaczęły jeść obiad..
-Mamuś, kiedy będzie tato?
-Powinien być za chwilę. Przetrzymali go dłużej w biurze.- Peter- tata dziewczynki- był bardzo wysoko postawionym człowiekiem w jednej z najbardziej rozwinętych i wpływowych firm ubezpieczeniowych w Anglii. Rodzina była dla niego niezwykle ważna i mimo, że miał wiele obowiązków, nigdy nie zaniedbywał rodziny. -A co się stało?
-Nie, nic nic..- Odpowiedziała nostalgicznie dziewczynka. Znów to samo... Niby tata nigdy jej nie zaniedbał, ale dzisiaj były jej urodziny. Jedenaste. W jej rodzinie ta rocznica narodzin była ważna, ponieważ wtedy stawało się "nastolatkiem". Zjadła resztę obiadu, a kiedy skończyła usłyszała szczęk kluczy w zamku.
-Tata!- odskoczyła od pustego talerza i pobiegła do oszklonego halu. Tam jej ojciec rozbierał marynarkę i luzował krawat. Pomimo zmęczenia, na widok córki uśmiechnął się. Salty rzuciła się ojcu na szyję.
-Cześć skarbie!- przywitam ją tata.
-Heej! Jak w pracy? Co znowu chcieli? A co robiłeś?- mała zasypywała ojca pytaniami. Ten już miał odpowiedzieć, kiedy...
-Saltazary! Złaź z ojca! Dopiero wrócił z pracy...-mama dziewczynki patrzyła na nią z dezaprobatą. Ta zeszła smutna zeszła z tati i poszła do siebie do pokoju.. Tam rzuciła się na łóżko, wzięła książkę do ręki i zanurzyła się w inny świat.
   Po godzinie, a była 15,  mama zawołała ją spowrotem na dół. Odłożyła niechętnie książkę i poszła do kuchni, gdzie siedzieli rodzice.
-Taak?
-Skarbie.. Chcieliśmy ci coś powiedzieć.. Nie jest nam z tym łatwo, ale jesteś już duża..- mama mówiła do swojej córki delikatnie, jakby chciała jej zaraz powiedzieć, że umiera.- Jesteś naszym ukochanym dzieckiem.. Może jednak nie dokońca naszym...- Salty patrzyła otępiała na rodziców. W jej głowie rodziło się coraz więcej myśli. Co oni chcieli jej powiedzieć..? -Nie możemy mieć dzieci, skarbie.. Jestem- łzy cisnęły się obu.dziewczętom do oczu..- chora.. Kiedy my chcieliśmy... Kiedy staraliśmy się o potomka... I dowiedzieliśmy się, że nie możemy... Nie wiedzieliśmy co zrobić.. Byliśmy.zrozpaczeni.. Zwróciliśmy się do Domu Dziecka..  Jednak tam... Nie było żadnego dziecka, noworodka nawet, który... Byłby dla nas.. Odpowiedni... Byliśmy całkiem załamani.. I wtedy..- przerwała szlochając.. Jednak jej mąż kontynuował.- Wtedy pojawiłaś się ty. Dziecko znikąd. Dostaliśmy telefon w środku nocy. Przyjechaliśmy od razu.. Nikt nawet nie wiedział, że się pojawiłaś w ośrodku. Zabraliśmy cię do domu.. Byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem..-Tutaj uśmiechnął się, jakby do wspomnień. Podszedł do dziewczynki, nadal stojącej w drzwiach kuchni i klęknął przed nią.- Kochamy cię najbardziej, jak potrafimy.. Nigdy nie chcieliśmy i nie chcemy dla ciebie źle..- Ojciec dziewczynki uśmiechnął się do niej, ale w oczach miał łzy. Za to Saltazary była pusta w środku. Serce biło jej jak szalone. Nq zmianę było.jej zimno i ciepło.. W głowie kołatała jej jedna, ostatnia myśl..
-A co z listem?!- Wypaliła. Jednak zaraz zrobiło jej się głupio. Przecież to był głupi żart. Peter westchnął.
-Czyli jednak...?- zapytał, patrząc na żonę.. Ta skinęła jedynie głową..- Bo widzisz.. Ten list to prawda...-mówił do córki z kamienną twarzą, pokazującą, że wierzy w to co mówi.- Ty jesteś czarodziejką..
- A ŚWINIE LATAJĄ! -Wyrwała się z uścisku ojca i uciekła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi na klucz, a pod klamkę wsunęła krzesło, dla pewności. Miała zapasy jedzenia ukryte za szafką. Problem byłby z piciem, jednak na parapetach stały butelki z przegotowaną wodą, do podlewania kwiatów. Na 3 dni starczy- oszacowała w myślach.
   Rzuciła się na łóżko i wzięła książkę do ręki. Zastanowiła się chwilę, po czym wyciągnęła zza okładki list, który dostała dziś rano. Jeszcze raz spojrzała na czerwoną pieczęć. Coś na kształt herbu z czterema kwaterami i "H" po środku. W każdej kwaterze było jedno zwierzę na kolorowym tle: wąż na zielono- srebrnym, lew na czerwono-złotym, kruk granatowo- brązowym, a w ostatniej był borsuk na żółto- czarnym tle. Dziwiło ją to że czerwony lak błyszczał tak i mienił się kolorami, ale podobało jej się to. Była zaciekawiona. Jeszcze raz przeczytała list, ale nic nie przychodziło jej do głowy więc zaczęła spowrotem czytać książkę.
   Około godziny 19 rozległo się pukanie.
-Miśku?- to był tata.. Dziewczynja westchnęła. Wiedziała, że on nie da tak łatwo za wygraną... Udała, że go nie słyszy. Jeszcze przez chwilę słyszała pukanie, a potem cisza.. Stwierdziła, że w sumie mogłaby odsunąć krzesło i wpuścić tatę. Jednak, ku swojemu przerażeniu "samo się zrobiło"... Tata dziewczynki stał jak wryty.. Salty zbierało się na płacz. Ojciec podszedł do nie i ją przytulił..
- Skarbie.. Przepraszam.. Czy zechciałabyś iść z nami na miasto?- Mała była zdziwiona. Myślała, że zapomnieli... Pomimo przerażenia, które opanowało ją chwilę wcześniej uśmiechnęła się.
-Tak.- odparła. Peter na ten widok też się uśmiechnął.
-Ubierz się ładnie.- Puścił jej oczko.
-Po co?
- Niespodzianka- Uśmiechnął się szerzej i ruszył w stronę drzwi- Tylko się przebierz.- rzucił na odchodnym, zostawiając dziewczynkę pełną niedomówień.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
   Salty szła z rodzicami przez najbardziej rozpoznawalną ulicę londyńską z restauracjami.. Była ubrana w letnią, zwiewną, aczkolwiek elegancką sukienkę, czarne brokatowe balerinki, w ręce trzymała torebkę..
   Byli już po kolacji w wykwintnej restauracji. Tam( nie wiedzieć, skąd wiedzieli), podczas jej posiłku, ludzie wstali i zaczęli jej śpiewać "Sto lat". Potem na salę wjechał piętrowy tort (ze smokiem na samej  górze, co bardzo podobało się Saltazary, w otoczeniu rycerzy- świeczek), który został pokrojony i rozdany gościom, a figurki zostały oddane na ręce Salty.
   Teraz kierowali się di kina. Mała nie miała pojęcia na co pójdą, ale nie pozwoliła wygrać ciekawości i nie zapytała rodziców o tytuł. Kiedy już doszli do kina i kupili bilety, okazało się, że to adaptuacja jednej z jej ulubionych książek- "Hobbita". Kupili colę i popcorn i weszli na salę.
   Mała Johnson zapomniała nawet o jedzeniu popcornu. Siedziała oniemiała w fotelu i nawet nie mrugała, aby nie pominąć ani sekundy.
   Wychodząc z kins dojadała popcorn, popijając colą. Wróciła do domu, umyła się i ostatni raz myśląc o liście usnęła...

środa, 5 lutego 2014

Prolog

   On chciał zabić jej dziecko.. Jej biedne, nienarodzone maleństwo.. Ono niczemu nie jest winne! 
   Musiała uciec! Nie może pozwolić na to, żeby je stracić.. Koniec! Ona nigdy już tu nie wróci! Zmieni się, przejdzie na stronę dobra! Będzie walczyć o lepsze życie, o to, żeby świat, w którym się dziecko narodzi był wolny od Tego, którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... Był jej Panem, był tym, który chciał, aby mugole byli niewolnikami. Oni byli dla niego niczym..
   Jak ona mogła do tego dopuścić, że się do niej dobrał. To było "normalne", że kobiety, które były Śmierciożercami były przez niego wykorzystywane.. Miały to uznawać za zaszczyt..
   Ona tego nie chciała. To jej rodzice ją zmusili do bycia Śmierciożercą, a ona nie mogła im się sprzeciwić..
   Teraz Czarny Pan chciał ją zabić, gdy tylko dowiedział się, że jest w ciąży.. Jakim cudem?! Przecież rzucił zaklęcie! Jak to możliwe, że nie zadziałało?! I jak ta kobieta zaszła w ciążę?! On nie mógł pozwolić sobie na słabość, a to dziecko z pewnością byłoby jego słabością.. MUSI JĄ ZABIĆ!
  -Lucjuszu! Przyprowadź do mnie Dafne! NATYCHMIAST!
  -Tak, panie.- Stary Malfoy pokłonił się i ruszył szybkim krokiem po dziewczynę.
   Szukał jej wszędzie.. Lecz Greengrass nigdzie nie było. Rzucił nawet zaklęcie Lokalizujące. Bezskutecznie. Nigdzie jej nie ma. Rozpłynęła się, zniknęła, uciekła! Rzucił się, aby jak najszybciej powiadomić Czarnego Pana, że ta, którą chciał widzieć zniknęła.
  -Znaleść ją! ZNALAZLEŚĆ I ZABIĆ!- Rozkazał pełen furii Voldemort. DLACZEGO NIE ZABIŁ JEJ OD RAZU!?
   Ona zaś teleportowała się do siostry, która upozorowała łasną śmierć, tylko po to, aby nie służyć Czarnemu Panu. Teraz Dafne żałowała, że też tego nie zrobiła.. Żyłaby teraz w spokoju, a jej dziecku nic by nie zagrażało.. Ah! Przecież ona by wtedy nie była w ciąży!
   Mimo tego, co się stało, nie żałowała jednego.. Będzie MATKĄ! Wychowa to dziecko z miłością.. Ono nigdy nie dowie się, kim jest jego ojciec..
   Siostra przyjęła ją z otwartymi ramionami, bardzo współczuła siostrze, tego, co się stało, ale powiedziała, że gdy dziecko się urodzi nie chce go pod swoim dachem. Twierdziła, że to dziecko, w najlepszym przypadku, przyniesie wszystkim tylko ból i cierpienie.. 
   Co ona zrobi?! Gdzie się podzieje, przecież nie ma nikogo innego..
Miesiące mijały, a ona nadal nie wiedziała, co zrobi razem z dzieckiem.. Raz dorwali ją Śmierciożercy, w jednym nielicznym momencie, gdzie była poza domem..
   Była już w 9 miesiącu i nie czuła się najlepiej.. Lekarze powiedzieli jej, że ciąża jest zagrożona. Lecz tylko ona znała powód dlaczego. Tak jest. Gdy Voldemort ją dopadł, rzucił na nią kilka razy Cruciatusa, ale dziecko przeżyło...
   Prosiła lekarzy, że jeśli będzie bardzo źle, mają ratować dziecko, nie ją!
   Niestety.. Stało się.. Poród nie przebiegł całkowicie pomyślnie... Dafne zmarła. Lekarze przekazali jej dziecko siostrze. Astoria była jedyną bliską osobą, która pozostała tej dziewczynce.. 
   Co ona z nią miała zrobić?! Brzydziła się tym dzieckiem. Bała sie, że po tym jak jej ojciec został pokonany, ona znów przywróci chaos na świat..
   Już miała rzucić Avadę, ale.. Nie mogła. "To tylko dziecko.!" taka myśl przyszła jej do głowy. Już wiedziała, co zrobi.. Oddała małą do mugolskiego sierocińca, nadając jej tylko imię SALTAZARY..

~~~~~~~~~~~~
Witam was wszystkich. Jestem tu nowa. Mam na imię Patka :) ten blog to właściwie pomysł mojej znajomej, ja go tylko ciągnę dalej. :)
Mam nadzieję, że będziecie komentować.. Przedstawię się w późniejszych rozdziałach. Jestem otwarta na wszelkie propozycje.. ;) pozdrawiam ~Bellamort