Saltazary Johnson
Jadalnia kuchenna
Lupus St. 20
Londyn
Wielka Brytania
Saltazary była jeszcze bardziej zdziwiona niż ostatnio. Kolejny list, przyniesiony przez sowę (!) spoczywał w jej rękach. Była chora, dlatego została w domu . Jednak nie robiło to jej różnicy. Tylko było jej przykro... Tydzień temu miała urodziny , a nie może nikogo zaprosić do siebie. Trudno... I tak było wietrznie i deszczowo.
Matka wyszła przed chwilą. Tata pojechał do pracy zanim wstała. "A co mi tam" pomyślała i otwarła list. W środku pochyłym pismem (tym samym co ostatnio) było zapisane :
Droga Saltazary Johnson,
Chcieliśmy powiadomić Cię, że Twe miejsce w Hogwarcie nadal czeka !
Aby z Tobą porozmawiać na temat Twojego przybycia do naszej szkoły wyślemy do Ciebie naszego wicedyrektora, profesora Neville'a Longbottom'a.
Znajdzie się on o godz. 14.30 przed Twoimi drzwiami czekając, aż mu otworzysz.
Proszę, abyś wzięła to na poważnie, ponieważ nie są żarty.
Z poważaniem
Minevra McGonagall
Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
Saltazary czytała list po raz trzeci, kiedy ten nagle się zapalił niszcząc przy tym wszelkie dowody, które mogłaby pokazać mamie Swoją drogą miała wrócić koło 14, więc może uda się to jej jakoś wyjaśnić. Spojrzała na zegar. Była 10...
Mała wzięła śniadanie, ale nagle sobie przypomniała.
-Sowa!- wykrzyknęła i próbowała wygonić ptaka, ale ten uparcie siedział na oparciu krzesła i ani myślał się ruszyć. Nagle do głowy wpadła jej głupia myśl. Nasypała do miseczki płatków kukurydzianych, a na spodeczek nalała wodę. Nie miała pojęcia, co jedzą sowy, ale podsunęła to sowie pod dzióbek. Sowa najpierw wypiła całą wodę, potem zjadła płatki. Saltazary stała zdziwiona, za to ptak wymusił na niej chwilę pieszczot. Potem, jakby nigdy nic, wyleciała przez okno.
Resztę dnia, a właściwie przedpołudnia, spędziła pod kocem, czytając książke o pół-bogach i popjając kakao. Przerwy robiła tylko jeśli robiła się głodna, chciało jej się siku, abo kakao kończyło. Kiedy przyszła mama nie było czasu na wyjaśnienia.
Dokłanie o 14.30 zadzwonił dzwonek u drzwi. Kiedy Anastazia otwarła drzwi, zobaczyła ogromnego storczyka, z kwiatami jak jej dłonie. Wniosła go z trudem do domu i sięgnęła po karteczkę umieszczoną między liścmi. Napisane na niej było nazwisko jej córki, więc poszła po nią.
Kiedy wróciły do przedpokoju, czekała je niespodzianka. W przedpokoju stał mężczyzna, około lat 35, przystojny, lecz z twarzą w bliznach.
-Kim pan jest?- zapytała jeszcze spokojna Anastazia.
-Neville Longbottom, wicedyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart oraz nauczyciel zielarstwa w tejże szkole.- Facet ukłonił sie lekko i kontynuował.- Przybyłem porozmawiać z państwem na temat nauki państwa córki.
-Chwileczkę!- Przerwała Anastazia- Jak się pan tu znalazł?!
~~~~~~~~~~
Podziękowania:
Za udostępnienie komputra (xD): Dzikiemu (skarbie kocham Cię :* )
Za cierpliwość i pomysły: Kamili ( DO SZKOŁY MI CHODZIĆ A NIE OPIERD..!!)
Za debilizmy: Klaudii xD (idiotko jedna!! ;) )
Pozdrowionka ~Bellamort :*
Kochanie nie ma za co :* Ale ja już chce ciąg dalszy !!! <3
OdpowiedzUsuńale ja chodzę do szkoły! to że mam kontrakt nic nie znaczy!
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Szkoda, że taki krótki. :(
OdpowiedzUsuń~~Sue